Budynki sądów – zwłaszcza te adaptowane z budowanych na inne cele – miewają oryginalną organizację wewnętrzną. Często żeby gdzieś dotrzeć, trzeba przebyć skomplikowaną drogę, w tym pokonać wiele schodów.
Na przykład w sądzie rejonowym w Chorzowie część sal rozpraw znajduje się w zupełnie osobnej klatce schodowej, posiadającej teoretycznie odrębne drzwi zewnętrzne – ale wejście dla wszystkich (z ochroną i kontrolą) znajduje się w innej klatce. Potem trzeba właściwym niepozornym korytarzykiem przedostać się do właściwej klatki i dopiero można się wspinać na właściwe piętro; kto najpierw wejdzie na piętro, ryzykuje że będzie musiał wrócić na parter.
Albo taki sąd rejonowy w Gliwicach, skądinąd efektowny w wystroju, wiele razy budził we mnie obawy przed zagubieniem się – trochę dlatego że bywam tam dość rzadko, a trochę dlatego, że korytarz na piętrze ciągnie się wokół całego budynku i człowiek jak nie wie, to idzie „na wyczucie”. Nie wspominam go jednak z tego powodu, ale dlatego, że de facto składa się z dwóch niezależnych budynków, jeden przy jednej ulicy, drugi przy drugiej, i żeby przejść z jednego budynku do drugiego, to trzeba wejść na drugie piętro i tam dopiero jest przewiązka (z dodatkowymi schodami, a jakże) prowadząca do drugiego budynku (można wyjść na zewnątrz i naokoło, ale to naprawdę wiele dalej).
Albo taki całkiem nowoczesny sąd okręgowy w Katowicach, sale rozpraw ma w trzech niezależnych pionach. Oczywiście do każdego pionu można wejść z poziomu parteru, ale na pierwszym i drugim piętrze nie ma połączeń między pionami, dopiero na trzecim piętrze. Kiedy w ostatnich latach wprowadzili kontrolę ruchu przy wejściu do sądu, to do pionu A można było wejść „z boku” przed stanowiskiem kontroli, a potem wejść na trzecie piętro, przejść tamtędy do wybranego pionu – i zejść na dół pomijając całkowicie kontrolę; ostatnio jednak wprowadzili na trzecim piętrze przejście kontrolowane elektronicznie i opcja ominięcia kontroli się wyczerpała.
A byłem dzisiaj – po co najmniej kilkumiesięcznej przerwie – w sądzie okręgowym w Gliwicach. Wchodzę tradycyjnie główną klatką na drugie piętro i tam z konsternacją stwierdzam, że na drodze do sali rozpraw stoją drzwi z wielkimi napisami „przejście służbowe” i charakterystycznymi czytnikami kart. Naciskam na dzwonek domofonu do sekretariatu i otrzymuję instrukcję, że muszę… wejść na trzecie piętro, przejść w bok do kolejnej klatki schodowej i tam zejść na drugie piętro (z dołu oczywiście też się da dojść, ale trzeba wiedzieć, żeby od razu iść do bocznej klatki schodowej).
Wszędzie człowiekowi te schody pod nogi.
