Ciekawe, że nawet nie pamiętam jak ta książka wpadła mi w ręce (wirtualne, bo to ebook). Na 99% nie kupowałem, więc musiałem od kogoś „pożyczyć”, ani tytuł ani nazwisko autora nic mi nie mówiły, niemniej znalazła się na „półce” i któregoś dnia została z niej wzięta.
Formalnie to kryminał, jest zbrodnia (najpierw jedna, potem druga), są funkcjonariusze, są przesłuchania, jest śledztwo, podążanie za śladami i tropienie sprawców (oczywiście nie powiem jak się kończy, ale jest tam szczególny twist). Ale zupełnie nie jest to zwykły kryminał (choć według badaczy inspirowany rzeczywistymi zbrodniami, i co z tego że badacze nie umieją uzgodnić którymi konkretnie), bo nikt tak zwykłych kryminałów nie pisze.
W „zwykłym kryminale” posuwamy się mniej lub bardziej mozolnie, ale w określonym kierunku. Tu natomiast śledztwo jest w zasadzie okazją do opowiadania o zwyczajach i realiach społecznych, zarówno sfer wyższych jak i najniższych, pełna panorama. Autor snuje dygresje od dygresji (a może nawet dygresje od dygresji od dygresji, nie dam głowy), kiedy dostrzega kurę przy przejeździe kolejowym, to możemy się równie dobrze spodziewać dygresji o życiu maszynisty, co dygresji o życiu kury (przy czym oczywiście ani kura, ani pociąg nie mają wielkiego znaczenia dla fabuły i zagadki). A do tego wszystkiego „zwykły” język jest znakomicie przeplatany slangiem i dialektami, wspaniale zresztą spolszczonymi przez Annę Wasilewską (daję słowo, zamrugałem oczami z niedowierzaniem widząc po raz pierwszy „l” zamienione na „”r”, myślałem że to błąd redaktora/korektora, potem zrozumiałem celowość zabiegu).
Ale to jeszcze nie wszystko, bo najlepsze przed nami. Autor bawi się słowami w taki sposób, że przyswajając zdanie, oczekujemy z niecierpliwością co nam zaproponuje w zdaniach następnych. Nie dość, że uprawia zabawy językiem jak Masłowska, to na dodatek wychodzi na poziom, który pamiętam u Trumana Capote czy czasem u Lawrence’a Durrella.
Na razie „Niezły pasztet na via Merulana” przeczytałem raz, ale już zacząłem czytać ponownie, Carlo Emilio Gadda znienacka awansował do moich ulubieńców, muszę poszukać starych wydań w bibliotece.
