Parę lat temu głośny był serial The Pitt, o lekarzach ze szpitalnego oddziału ratunkowego (amerykańskiego oczywiście, konkretnie z Pittsburgha, więc używanie naszej nazwy SOR nie do końca na miejscu). Jako że parę seriali medycznych już widziałem, to nie kusił mnie wtedy, pomimo entuzjastycznych recenzji, zwłaszcza że ma długość nietypową dla naszych czasów (15 odcinków w sezonie) – a ja jednak stosuję płodozmian platformowy, czyli góra parę miesięcy na jednej i idę dalej. Ostatnio jednak wróciłem na chwilę do HBO (pal licho zmiany nazw), rozejrzałem się w ofercie (szał umiarkowany) i pomyślałem sobie „a co szkodzi spróbować”.
Serial ma specyficzny format – wręcz teatralną jedność miejsca, czasu i akcji, całe 15 odcinków obejmuje kolejnych 15 godzin jednego dnia, nie jest to całkowicie nowatorskie podejście, były już takie seriale, ale osobiście nie pamiętam takiego medycznego. Z jednej strony konwencja pozwala na „realistyczny” obraz dnia (tylko w takim formacie dało się zbudować wątek zdenerwowanego pacjenta), a z drugiej strony… Cóż, nie będę się wypowiadał na temat tego czy tak właśnie wygląda praca oddziału ratunkowego, że lekarze zajmują się pacjentem dosłownie parę minut, i zaraz lecą do następnego „bo potrzeba”, ale miałem wrażenie sztucznego chaosu. Na dodatek wrzucenie wszystkich zdarzeń – interesujących przypadków, interakcji i twistów fabularnych – do jednego dnia robi ważenie wysilonego. Nie ukrywam, jakkolwiek boomersko by to nie zabrzmiało, że miałem też wrażenie forsowania przez twórców pewnej agendy społecznej, to też nic nowego, ale wciśnięte w 1 dzień zamiast w co najmniej kilka tygodni…
Koniec końców nie oglądało się źle, ale od zachwytów jestem daleki. Odcinki o traktowaniu pacjentów z festiwalu były niezaprzeczalnie kreatywne i przywodziły na myśl najlepsze ze starego poczciwego MASH oraz doktora House. Na zawsze zostanie ze mną widok zatłoczonej poczekalni, w której ludzie cierpliwie (najczęściej) czekają wiele godzin na przyjęcie na SOR (dedykuję te sceny wszystkim tym co to wiedzą jak „w normalnym kraju” itepe), podobnie jak rozmowy doktora Robby’ego z dyrektorką. No i nie ukrywam że bardzo mnie ciągnie na powrót do Ostrego dyżuru żeby zobaczyć jak Noah Wyle nie jest zgarbionym pod ciężarem doświadczeń szefem oddziału, ale przechodzącym chrzest bojowy świeżakiem…
