ty, Moteusz…

Naprawdę nieraz nie rozumiem przyczyn, dla których media (i ludzie) zajmują się danym tematem czy osobą (nigdy na przykład nie pojąłem fenomenu procesu Ewy Tylman).

Ostatnio zadziwia mnie sprawa Moteusza, syna eks-prezydenta. No był se chłop pastorem, zgubił gdzieś powołanie, zdarza się. Poszedł do zwykłej roboty w handlu, normalna rzecz, i nawet nieszczególnie dziwi, że ojciec załatwił mu fuchę w firmie znajomego. A nuż sprzedaż folii bąbelkowej to prawdziwe powołanie… A tu artykuły, dyskusje, oświadczenia o wsparciu. OK, nawet trochę rozumiem że jeśli wcześniej ojciec publicznie pokazywał się z nim w mediach jak z misiem na Krupówkach, to ludzie pamiętają.

Zdecydowanie bardziej mnie zadziwia że chłop przy tej okazji zmienił nazwisko. Zmiana nazwiska w Polsce to w ogóle nie jest małe miki, trzeba mieć ważny powód do zmiany nazwiska, kierownik USC wydaje w tym zakresie ważną decyzję, a minister nadzoruje kształtowanie jednolitej polityki w zakresie zmiany nazwisk. Tak, oczywiście co roku w Polsce tysiące ludzi zmieniają nazwisko przy okazji małżeństwa (część także przy okazji rozwodu), ale żeby przy ślubie zmieniać nazwisko na panieńskie własnej matki to musi zajść wyjątkowa koincydencja.

Zastanawiam się luźno, dlaczego przy okazji Moteusz nie zmienił również dość charakterystycznego imienia. Na przykład na Amos.

Ćwiczenie wyobraźni

Wyobraźmy sobie sprawę, w której oskarżono człowieka o popełnienie odrażających przestępstw: gwałtu na dziecku i doprowadzenia do śmierci tegoż. Wyobraźmy sobie, że w pierwszej instancji człowiek ten został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności, bo uznano, że jego czyn stanowił zabójstwo. Wyobraźmy sobie, że po apelacji sąd drugiej instancji uznał, że, że to jednak nie było zabójstwo, i zamiast kary 25 lat pozbawienia wolności wymierzył karę 15 lat pozbawienia wolności.

Jakie byłoby stanowisko bezwzględnie walczącego z przestępcami ministra sprawiedliwości? Jakie byłyby komentarze dziennikarskie? Jakie byłyby oceny analityków, czy wolne sądy stanęły na wysokości zadania, czy pogorszyły sobie wizerunek w oczach opinii publicznej? Jaki byłby ton reakcji w mediach społecznościowych?

Tyle że nie chodzi mi o sprawę Steve’a V. z Wieruszowa, tylko o sprawę Tomasza Komendy (różnica jest w tym, że w jego przypadku to druga instancja uznała czyn za zabójstwo i podwyższyła wyrok).

PS Oczywiście nie oznacza to sugerowania, że V. jest niewinny. To tylko przypomnienie, że swoje opinie opieramy na głębokiej niewiedzy o szczegółach sprawy.