W prastarym dowcipie było, że jedziemy wypowiadać wojnę Chińczykom, a Chińczycy pytają: ilu was jest? czterdzieści milionów? z którą ulicą chcecie walczyć?
Liczba ludności nie przekłada się automatycznie na sukcesy. Owszem, na Igrzyskach Chińczycy prowadzą w tabeli medalowej (16 złotych medali), ale nie oznacza to, że w każdej dyscyplinie i każdej konkurencji brylują. A czasem nie mają szans nawet nie z Guliwerami, ale z liliputami.

Pomiędzy Gwadelupą a Martyniką leży wyspa Dominika (wiem, możecie nie być pewni czy nie pomyliłem z Dominikaną, to akurat jest „tylko” państwo, nie wyspa), która ma mniej więcej tylu mieszkańców co Inowrocław. Z tej wyspy pochodzi lekkoatletka Thea Lafond, która właśnie wywalczyła dla Dominiki (państwo obejmujące tę wyspę) złoty medal w trójskoku.

Ale to jeszcze nic. Na południe od Martyniki leży wyspa Saint Lucia, na której jest państwo Saint Lucia. Mieszkańców ma tylu co Bytom. I z tej wyspy pochodzi biegaczka Julien Alfred, która dziś wieczorem nie dała szans reprezentującym potęgi rywalkom w ikonicznym biegu na sto metrów (naszej Ewie Swobodzie z 60-tysięcznych Żor zabrakło jednej-dwu setnych sekundy do awansu do finału). Mógłbym jeszcze wspomnieć, że nieco dalej na południe leży Grenada (sami znajdźcie informacje), której reprezentant zdobył dziś brązowy medal w dziesięcioboju… Chińczyków nie zauważono.
W cieniu tych medali zostaje wyścig kolarski wokół Paryża i jego ulicami. Na samym początku wyścigu sformowała się ucieczka złożona z czterech kolarzy afrykańskich oraz Tajlandczyka. Prowadzili wyścig przez jakiś czas, między innymi pod pałacem w Wersalu, później oczywiście zostali dogonieni przez szybszych i bardziej doświadczonych. Z tej piątki czterech nie ukończyło wyścigu, piąty (Ugandczyk) zajął ostatnie miejsce. Jak to nie jest kwintesencja coubertinowskiego udziału, to nie wiem co może nią być. W każdym razie chłonę tę różnorodność.
