Cichy zabójca

To był piękny poranek, słoneczko świeciło, niebo błękitne i czyste; wczorajsze chwile przejaśnień zwiastowały jak widać dobrą pogodę, a nie kontynuację opadów. Obudziłem się wprawdzie zaskakująco późno (reszta domowników zresztą też), ale nigdzie mi się nie spieszyło, poranek snuł się leniwie i przyjemnie.

Po śniadaniu zasiadłem do kawy, niespiesznie wszedłem w świat online. Pokręciłem się po Twitterze, zajrzałem na jedno czy drugie forum… Przyszedł czas zerknąć na Facebooka. Zalogowałem się i niemal natychmiast mnie uderzyło.

4.33 z torrentów

Najświeższy przejaw Świętej Łódzkiej Wojny Na Murach (tu z zasobów starego bloga) sprawił, że poranek był jeszcze lepszy. I co że to performance 🙂

Pożegnania małe i duże

W weekend robiłem przeniesienie na WordPressa notek z głównego starego bloga (tu obok są), przy tej okazji zerkałem jeszcze tu i tam na Bloksie, wspominając te 10+ lat przygody, jak nie z  blogowaniem, to z czytaniem i komentowaniem… Nie da się ukryć, jakaś tam wirtualna łezka się roniła na pożegnanie. Dziś już z Bloksa wyciągnięta wtyczka, kto szukał starego bloga, dostanie (na razie) informację żeby przyjść tutaj.

Niemal równolegle robiłem przenosiny zasobów ze starego laptopa na innego – po tym jak stary zaczął wydawać z siebie komunikaty o uszkodzeniu dysku i możliwej utracie wszystkiego jak leci. Kilka lat ten laptop odsłużył, i znów – rozstaję się z nim ze sporym żalem, choćby z uwagi na cały czas utrzymywanego na nim Windowsa 7, z niezapomnianym Saperem na Windowsa 7… Niewykluczone, że w swoim czasie zreanimuję go jeszcze w jakiś sposób, choć raczej już nie do codziennej pracy (do bardziej współczesnej rozrywki też już coraz słabiej się nadawał, w Civ5 grałem po wyłączeniu na nim wszystkich innych aplikacji).

7-6

Pisałem kiedyś (jeszcze nie zmotywowałem się do szukania w przeniesionych notkach), że przywiązuję się do rzeczy i nie pozbywam się ich… ochoczo. Dziś jednak podpisałem umowę oznaczającą, że rozstanę się z mieszkaniem w którym się wychowałem, które było związane z rodziną dużo wcześniej i w którym wychowałem… psa (bo przed wychowywaniem Juniora przeprowadziłem się, pozwalając w tym mieszkaniu mieszkać innym). Symbolicznie (choć niekoniecznie bezpowrotnie) żegnałem się też w ten sposób z dzielnicą, w mieście najlepszą (choć z czasów dzieciństwa pozostało w niej niewiele).

Taki mam czas pożegnań, na szczęście nie dotyczą osób.

Gdzie jesteś, targecie?

Ci, którzy mnie obserwują na Twitterze, mogą zobaczyć jak przyglądam się reklamom serwowanym mi przez internetowych masowych reklamodawców i jak się z tych reklam nabijam na różne sposoby (lub jak się czasem obruszam). W ostatnich dniach szczególną uwagę poświęcałem „nowym” reklamom wprowadzonym wraz z nową odsłoną pewnego portalu specjalistycznego, który nie dość że – między wieloma innymi – próbował podsunąć mi jakiś serwis randkowy kusząc zmieniającymi się stockowymi zdjęciami paru sympatycznych dziewoj, to na dodatek sugerował że spędzam samotne wieczory w miejscowości X…

I właśnie. Pierwszą „miejscowością X” na którą zwróciłem uwagę, była bliżej mi nieznana, sympatyczna zapewne, wieś Białopole. Kiedy o tym wspomniałem, ktoś nawet podpowiedział że rezerwat orlika krzykliwego (nie mylić z boiskiem orlik) tam się znajduje, nie wiem czy był tam, czy wyguglał szybciej ode mnie. Wieś to pod wschodnią granicą, w mordobijskim… w chełmskim powiecie, bliżej jak 50 km od niej w życiu raczej nie byłem (a i to tak dawno, że…) Nie zmartwiłem się, że tak źle mnie reklamodawca szukał, choć zaciekawiło mnie to. Wczoraj (piszę to jeszcze w środę) zaś rano zobaczył mnie w Kozach, wieś to mniej odległa, lecz równie chybiona. Później tego dnia znalazł mnie jeszcze w Jaworznie, Wrocławiu, Straduni (szukajcie sami jak żeście ciekawi), a nawet mieście sąsiadującym z moim… I już wiedziałem. Z internetem łączę się na różne sposoby, przez parę numerów komórkowych i przez paru innych providerów. Mój domowy ma siedzibę w sąsiednim mieście, i tam dokładnie mnie reklamodawca mnie próbował „namierzyć”. Kiedy używałem routerów komórkowych, to po każdym połączeniu „lokalizacja” (tę prawdziwą wyłączam, jak tylko mogę) uważała że jestem tam gdzie przypisany był serwer z którym się router połączył… W sumie sprawia mi to dużą zabawę, z jednej strony widzieć bezsilność w tworzeniu profilu i „dopasowywaniu” do mnie reklam (nie mam powodów zakładać, że inne kryteria tworzą lepszy obraz mojej osoby), z drugiej zastanawiać się gdzie tym razem „trafię”.

Gdy piszę te słowa, jestem widziany w Będzinie (tam przynajmniej zdarzał mi się bywać). Mniej mi pasuje, że w oczach algorytmów robię za oldboja… Przynajmniej mogliby te zdjęcia zmienić, opatrzyły mi się.