Każdy, kto porusza się po drogach, zna pojazdy poruszające się „na sygnale”, najczęściej chyba karetki, ale także radiowozy czy samochody straży pożarnej, pewnie jeszcze są inne uprawnione, ale to w gruncie rzeczy jest mało istotne. W każdym razie wiadomo, że powinnością jest ustąpienie im miejsca, bo jadą na sygnale nie bez powodu (przynajmniej w teorii, nikt tego na bieżąco nie kontroluje, a anegdot o jeździe na sygnale po flaszkę nie brakuje, nawet jeśli może w dawniejszych czasach).
Nie ukrywam, że prowadząc jestem dość uwrażliwiony na te sygnały, co jest skutkiem także paru sytuacji, w których wykonywałem dość ostre manewry, żeby faktycznie tego miejsca ustąpić (niezależnie od tego, że kierowca takiej karetki też ma obowiązek zachowania ostrożności, to jednak nikt nie chce zaliczyć zderzenia, zwłaszcza z karetką, która wiezie…). Pamiętam jak kiedyś się zestresowałem mocno, kiedy w samochodowym odtwarzaczu była jakaś nieznana mi płyta, na której w jednym z utworów pojawił się taki sygnał, a ja się gorączkowo rozglądałem, z której strony ta karetka nadjeżdża…
Parę dni temu jechałem więc sobie spokojnie i nagle słyszę sygnał. Głośny na tyle, że jego źródło nie może być daleko, dwupasmówka więc raczej nie dobiega akurat nigdzie z boku, patrzę uważnie w lusterka… nie widzę. Ale cały czas słyszę, jest, nie słabnie (ale też nie przybiera na sile, więc się nie zbliża). Rozglądam się jeszcze raz na wszystkie strony… Przede mną jedzie wielka ciężarówka transportująca samochody osobowe. W jednej z wiezionych osobówek wyje alarm.
Wiem, powinienem odróżniać alarm samochodowy od sygnału karetki.
