Dziś po raz kolejny przestawialiśmy zegary (swoją drogą ciekawe ile w tym rzeczywistej czynności, a ile działania oprogramowania) na czas letni. Oczywiście jak zwykle przy tej okazji powracają dyskusje czy w ogóle zmieniać, a jeżeli przestać zmieniać – to czy zostawić czas zimowy (czyli „naturalny”), czy letni. W praktyce to można ująć po prostu jako pytanie „do jakiej strefy czasowej chcemy należeć”, bez podtekstów ideolo czy nacjo.
Zastanówmy się przez moment nad naszą rzeczywistością geograficzno-astronomiczną. W Nowy Rok wschód słońca w Ustrzykach Górnych wypadał o 7:23, natomiast w Świnoujściu o 8:21. Tego dnia zachód Słońca w Sejnach nastąpił o 15:14 (po dniu trwającym 7 godzin i 28 minut), natomiast w Zgorzelcu o 15:52 (dzień trwał tam 7 godzin 59 minut, a w Ustrzykach nawet 8 godzin 18 minut). Jak w takiej sytuacji ustawić strefę czasową, żeby wszyscy mogli „korzystać ze światła” (najczęstszy argument za czasem bardziej opóźnionym względem Greenwich)? A przecież to nie są wartości ekstremalne – w połowie grudnia w Sejnach słońce zachodziło o 15:03, a dzień trwał nawet poniżej 7 godzin i 21 minut.
Spójrzmy na wartości nie tyle ekstremalne, ile na okresy. Wg czasu GMT+1 w Świnoujściu słońce wschodziło nie wcześniej niż o 8 od 2 grudnia do 25 stycznia (gdybyśmy przeszli na GMT+2, wstawałoby w tym okresie nie przed 9), o godzinie 6 słońce pojawiło się dopiero 22 marca. W Sejnach słońce zachodziło przed 16 od 28 października do 28 stycznia, za to wschodziło nie przed 7 od 18 listopada do 8 lutego (przy GMT+2 w tym okresie wschodziłoby nie wcześniej niż o 8, najpóźniej o 8:46); wschód słońca o 6 nastał dopiero 7 marca. Ten okres „zimowy” trzeba jakoś przetrwać, pytanie czy lepiej mieć „więcej światła” rano czy popołudniu… może oczywiście zależeć od indywidualnych preferencji. Niemniej jakoś mi się przypomniało, że w krajach, które stosują czas właściwy dla miejsca położonego dużo dalej na wschodzie (w Madrycie wschód słońca wypadał po 8 od połowy listopada do połowy lutego), życie… zaczyna się jakoś później.
Spójrzmy na inne okresy. Przez cały maj w Sejnach słońce wstawało między 4 a 5 czasu letniego (czyli między 3 a 4 zimowego), w Ustrzykach Górnych zachodziło między 19:46 a 20:25. W czerwcu najpóźniejsza godzina zachodu słońca w Świnoujściu to była 21:38, w Ustrzykach równo godzinę wcześniej; słońce wstawało wtedy w Sejnach najwcześniej o 3:52 (czyli 2:52 zimowego), w Zgorzelcu o 4:32. Nie robi zatem wielkiej różnicy czy mamy czas letni czy zimowy… bo poranne słońce tak czy owak przesypiamy.
Może zatem nie mamy problemy czasu/strefy czasowej, tylko problem umownego rozkładu dnia?