Człowiek człowiekowi

Pewnie każdemu zdarzyło się być w sytuacji, w której był gdzieś obsługiwany (nie wiem czy to idealne słowo, ale brakuje mi lepszego), a osoba obsługująca była nie w formie czy nie w sosie, pracowała wolniej niż byśmy oczekiwali, w sposób niepozbierany, z niesympatyczną miną czy też mową ciała… Z pewnością każdy odruchowo pomyślał sobie coś niemiłego na temat tej osoby, a czasem może i zgryźliwie skomentował.

Nie wiem, czy każdemu, ale wielu na pewno zdarzyło się, że dostał nagle dodatkowe zadanie „bo trzeba zrobić, nikt się na tym nie zna, a ty sobie najlepiej poradzisz”; albo że dostał dodatkową robotę „bo X nagle nie ma, a to musi być zrobione”, i wtedy klnąc pod nosem (zapewne) próbujemy jakoś wszystko ze sobą pogodzić, nowe i stare (które nie znika wszak od tego że dorzucono nam nowe), odwołując się do rezerw organizmu.

Niejednej osobie zdarzyło się też zapewne, że siedziała w pracy czując się źle, bo ktoś nie chciał jej „zwolnić” argumentując, że przecież koniecznej do wykonania pracy nie ma komu zrobić (bo takiego kogoś nie ma, lub ma inną robotę, lub…)

Na sprawność wykonywania pracy, czy też szerzej: na sprawność funkcjonowania instytucji, negatywny wpływ może mieć wiele nieoczekiwanych czynników losowych (ktoś zachoruje, utknie w korku, pociąg mu się zepsuje lub komputer), z którymi próbujemy sobie radzić na różne sposoby. W takich sytuacjach mocno zaczynają się odzywać sprzeczności interesów – „klienci” i „kierownicy” oczekują, że sprawność zostanie zachowana, „wykonawcy” czują się obciążani i pod presją.

Tak sobie dumam od pewnego czasu: zapewne zdarzają się ludzie, którzy nie przejmują się swoją robotą (i na takich irytacja byłaby uzasadniona). Co innego jeśli obsługuje nas człowiek przemęczony, pod presją, przeciążony, smutny, podobnie jak człowiek początkujący w swojej pracy, albo mający świadomość, że za pracę mu podziękowano. Pewnie, każdy by chciał żeby jego sprawę załatwiono szybko, sprawnie i z uśmiechem (zwłaszcza jeśli to wpływa np. na wykonywanie jego własnej pracy), ale co nam zmieni złość? Chyba tylko tyle że znajdziemy „kozła ofiarnego” dla swoich komplikacji lub tylko obaw, bądź że odreagujemy emocje bieżące, lub na zapas, na wypadek gdybyśmy sami stanęli w sytuacji, kiedy sobie nie poradzimy i ktoś będzie się na nas irytować…

Staram się być przyjazny światu w takich sytuacjach. Od tego że złośliwie wypomnę komuś niekompetencję czy tylko nieporadność, cel się nie przybliży, za to od życzliwości ma jakieś szanse. Lepiej być drugiemu człowiekowi tym, kim chcielibyśmy, żeby był nam.

Jedna myśl na temat “Człowiek człowiekowi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s